Geopolityka emocji

Home / Geopolityka emocji

„W polityce nie ma miejsca na emocje” to prawda znana od lat. Stosunki międzynarodowe, relacje, powiązania państw tworzące rzeczywistość międzynarodową muszą opierać się na racjonalnych przesłankach. Nie ma ani czasu ani chęci by kierować się rzeczami niepewnymi czy niejednoznacznymi. Doprawdy?

Czy można by podzielić mapę świata ze względu na coś tak subiektywnego jak emocje? A jeśli tak, to jakie emocje powinny być wybrane z tak wielkiego wachlarza?

Tego niełatwego zadania podjął się francuski politolog i publicysta Dominique Moïsi[1]. Według niego emocje zaczęły odgrywać coraz większą rolę głównie z powodu niepewności jaką przyniosła ze sobą globalizacja. To z kolei doprowadziło to stawiania sobie pytań dotyczących tożsamości każdego z nas, wiary w siebie. XXI wiek nazywa „wiekiem tożsamości”

W swojej książce „Geopolityka emocji” Moïsi dzieli państwa ze względu na trzy emocje: państwa nadziei: „Chindie”, państwa strachu: USA, Europa oraz państwa upokorzenia: świat arabsko- muzułmański. Każdej emocji poświęcony jest osobny rozdział, w którym autor szczegółowo wyjaśnia uporządkowanie w nim danego państwa. Pod ocenę bierze nie tylko poziom rozwoju gospodarczego czy ustrój polityczny, ale całą historię, „żywotność” narodu jak i jego kulturę.

Jednak pewnym państwom niełatwo było przypisać jedną charakteryzującą je emocję. Dominique Moïsi opisuje je w rozdziale „Trudne przypadki”, a są to: Rosja i Izrael, pozostałe dwa miejsca należą już do ogólnie opisanych kontynentów: Afryki i Ameryki Łacińskiej. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegokolwiek na temat australijskich emocji to niestety będzie rozczarowany- o Australii w książce nie ma ani słowa.

Bardzo interesującym jest rozdział ostatni, w którym autor dokonał prognozy sytuacji na świecie w roku 2025. Pierwsza z nich jest wizją tragiczną, kiedy to na arenie międzynarodowej zwycięża strach. Drugą natomiast jest prognoza optymistyczna- kiedy zwycięża nadzieja. Moïsi zaznacza, iż utrzymanie dotychczasowego status quo przy równoczesnym zachowaniu roli każdego z państw na scenie międzynarodowej jest niewykonalne. Przytacza tu cytat z powieści „Lampart” Giuseppe di Lampedusy: „Wszystko musiało się zmienić, aby mogło zostać po staremu”.

Zastanawia się również, jeżeli istnieje możliwość analizowania państw przez pryzmat psychologii i emocji, podobnie jak czyni się to z indywidualnym pacjentem „na kozetce”, to czy możliwym jest wypisanie „recepty dla świata”?

„Geopolitykę emocji” polecam wszystkim studentom stosunków międzynarodowych czy politologii. Kwestie w niej poruszane, wnioski ułatwiają zrozumienie, na pierwszy rzut oka, nieracjonalnych powodów konfliktów międzypaństwowych.

Wgłębiając się w lekturę z łatwością można wychwycić fakt, że książka została napisana przez człowieka Zachodu. Dlatego z chęcią przeczytałabym książkę o tej samej tematyce, ale z punktu widzenia mieszkańca takiego kraju jak np. Iran, Egipt, Rosja, Indie czy Brazylia. By móc przeciwstawić i zrównoważyć wnioski płynące z dwóch publikacji.

Nie ukrywam, że niektóre wnioski przedstawione w książce spotkały się z moją dezaprobatą. Zachęcam do przeczytania i indywidualnego ocenienia publikacji.

Ogólne przesłanie płynące z „Geopolityki emocji” jest proste i jasne: emocje jako fundamentalny aspekt życia politycznego nie mogą zostać zignorowane. Ukazuje to nową prawdę: „Skuteczna polityka powinna znaleźć miejsce na emocje”.

Joanna Kulig


[1] Dominique Moïsi- politolog, publicysta. Współzałożyciel i doradca Institut français des relations internationales (FRI); wykładowca na Uniwersytecie Harvarda I w Kolegium Europejskim w Natolinie; członek European Council on Foreign Relations (ECFR). Publikuje we francuskiej i międzynarodowej prasie (Financial Times, New York Times, Die Welt)

Leave a Comment